„Do Ciebie”

Kimkolwiek jesteś, lękam się, że wędrujesz ścieżkami marzeń,

Boję się, że domniemane rzeczywistości pod twoimi stopami i dłońmi

rozpłyną się,

Nawet teraz twoje rysy, radości, mowa, dom, fach, zwyczaje, kłopoty,

szaleństwa, strój, zbrodnie pierzchają przed tobą w rozsypce,

Twoje prawdziwe ciało i dusza zjawiają się przede mną (…)

 

Nikt ciebie nie zrozumiał, ale ja ciebie rozumiem,

Nikt nie oddał ci sprawiedliwości, sam sobie nie oddałeś sprawiedliwości,

Nikt nie odnalazł w tobie doskonałości,  ja jeden ją w tobie znajduję,

Nie ma takiego, który by nie chciał cię uzależnić, ja jeden nigdy się na to nie

zgodzę,

Ja jeden nie narzucam ci pana, właściciela, zwierzchnika, Boga, a jedynie to,

co chce być twoją istotą. (…)

 

O, mógłbym śpiewać o tobie wspaniałe hymny pochwalne!

Nawet nie wiesz, kim jesteś, prześniłeś całe życie,

Przez większość czasu twoje powieki były jakby zamknięte (…)

 

Tropię cię tam, gdzie nikt inny ciebie nie tropił,

Milczenie, biurko, lekceważące słówko, noc, codzienna rutyna, jeśli nawet

ukryją cię przed innymi albo przed tobą samym, nie ukryją cię przede mną (…)

 

Nie ma takiego talentu w mężczyźnie czy kobiecie, który nie byłby także

zakarbowany w tobie,

Nie ma cnoty, ni piękna w mężczyźnie czy kobiecie, których nie byłoby także w tobie,

Nie ma odwagi, wytrwałości w innych, których nie byłoby także w tobie,

Nie ma takiej rozkoszy, która nie mogłaby być także twoim udziałem.

 

Co do mnie, nie dam nikomu niczego, czego nie dałbym także tobie,

Nie zaśpiewam pieśni chwały nikomu, nawet Bogu, zanim nie zaśpiewam

pieśni chwały tobie.

 

Kimkolwiek jesteś, domagaj się swego za wszelką cenę!

Pejzaże Zachodu i Wschodu są mdłe w porównaniu z tobą,

Te rozległe łąki, te rzeki bez końca – jesteś równie rozległy i nieskończony

jak one,

Te furie, żywioły, burze, mechanizmy Natury, gwałtowne bóle pozornego

rozkładu – ty jesteś tym lub tą, która panuje nad nimi,

Władca czy też władczyni samodzielnie władasz Naturą, żywiołami, bólem,

namiętnością, rozkładem.

 

Pęta spadają z nóg, odkrywasz niewyczerpane zasoby,

Stary czy młody, mężczyzna czy kobieta, szorstki, pospolity, odtrącony przez

innych, cokolwiek jest w tobie – ujawni się samo,

Narodziny, życie, śmierć i pochówek dostarczają środków, nie brak niczego,

Przez gniew, straty, ambicję, niewiedzę, znudzenie przebije się to, co jest

tobą.

 

 

Walt Whitman, „Do Ciebie”  z cyklu „Wędrowne Ptaki” („Birds Of Passage”), 1856

tłumaczenie: Andrzej Szuba, Walt Whitman „Pieśń o sobie”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1992

 

 

Komentarze są wyłączone.